Pensje dla panien
Pensje dla panien były miejscem, do którego zjeżdżały młode dziewczęta, by kontynuować naukę. Były to nie tylko szkoły, ale przede wszystkim domy. Dorastające panienki mieszkały tu po kilka lat, które wydawały im się najważniejsze na świecie. Tu zapoznawały się z rówieśnicami, zdobywały przyjaźnie, przyswajały wiedzę – i po prostu żyły. W jednym pokoju mogło mieszkać nawet kilka panienek, w zależności od zamożności ich rodziców. Pensje były wynajmowane, za miesiąc życia i nauki należało płacić czesne. Każda posiadała osobne łóżko, swój stoliczek, miskę i naczynie na wodę służące do porannej i wieczornej toalety. Współcześnie pensje dla panien kojarzą się przede wszystkim z rozchichotanymi podlotkami, jednak dla nich był to pierwszy przełom w życiu – z daleka od rodziców zdane były wyłącznie na siebie. Dobrze, jeśli właścicielka pensji była osobą światłą i kulturalną, ale bywało, że pensje były wylęgarniami chorób i zacofania. Nieaktualizowana wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie często była już bardzo daleka od współczesnego świata. Jednak zazwyczaj młode dziewczyny chętnie wracały, gdyż miały tu styczność ze światem. Mogły rozmawiać ze sobą o podobnych zainteresowaniach, chodzić do kina i na łyżwy, na spacerach spotykać młodych chłopców bez opieki matki czy wiekowej ciotki. Pensje były zazwyczaj prowadzone przez wdowy lub stare panny. Zatrudniano nauczycieli do wielu przedmiotów, by zapewnić dorastającej pannie wszechstronne wykształcenie. Poza tradycyjnymi zajęciami odbywały się lekcje śpiewu, rysunku, gry na fortepianie, haftowania. A po lekcjach – wspólne posiłki w jadalni i plotkowanie do rana w sypialni.